Wydarzenia

„Wojna w niebie” — wywiady

Wywiady z twórcami, aktorką i widzem spektaklu „Wojna w niebie”, wystawionym w Mazowieckim Instytucie Kultury w Warszawie

Rozmowa z Patrycją Nosowicz — aktorką spektaklu „Wojna w niebie”

„Wojna w niebie” - rozmowa z aktorką spektaklu dla niesłyszących, Patrycją Nosowicz
Patrycja Nosowicz i Michał Konwerski

[Michał Konwerski]:
— Chciałbym przedstawić Wam Patrycję Nosowicz, która bardzo lubi taniec i aktorstwo. Niedawno obejrzałem jej występ teatralny, o którym teraz porozmawiamy. 

Jak wygląda komunikacja pomiędzy głuchymi a słyszącymi przy tworzeniu takiego projektu?

[Patrycja Nosowicz]:
— Komunikacja może nie była trudna, ale wiadomo, że początki bywają różne. Niektórzy słyszący trochę znali język migowy. Na przykład pomagałam tłumaczyć osobom niedosłyszącym, a głusi dodatkowo pomagali coś wyjaśnić. Staraliśmy się też mieć aktorów, którzy uczą się języka migowego. Po za tym próbowaliśmy dostosować się do „świata słyszących”, a oni do „świata głuchych”.

—  Jak do projektu zapraszaliście głuchych?

—  W PZG w Krakowie zorganizowaliśmy casting. Wszystko było nagrywane kamerą. Osoby biorące udział w castingu były pytane np. o doświadczenie w tańcu i teatrze. Ci, którzy je mieli przechodzili dalej.

—  Fajnie. Czyli przyjęte osoby mogły nabywać kolejnego doświadczenia. A jak wyglądał Twój rozwój w teatrze?

— Już od 4 roku życia interesowałam się tańcem i teatrem. W szkole podstawowej brałam udział w różnych występach, potem warsztatach i odwiedzałam różne miejsca. To przyczyniało się do mojego rozwoju. A gdy za jakiś czas wzięłam udział w projekcie, to zrobiłam kolejne postępy i zdobyłam odpowiednie kwalifikacje.

— Chodziłaś na ten projekt i tam ćwiczyłaś?

— Tak.

— Jak wyglądały takie ćwiczenia?

— Starałam się ćwiczyć naturalnie, ale jak już wspomniałam, początki nie są łatwe. Na przykład wiersz w języku polskim jest dla nas trudny do zrozumienia, ale dzięki tłumaczowi staramy się zrozumieć sens, a następnie przełożyć to na PJM, żeby trafić do głuchych. Dzięki temu się rozwijamy i jest coraz łatwiej.

— Ok. Ale ciekawi mnie jeszcze inna sprawa. Jeżeli coś jest trudne, to ile czasu potrzebujecie, żeby się tego nauczyć?

— W sumie to ćwiczymy do skutku.

— To bardzo ciekawe. Chciałbym Ci podziękować za wywiad. To co dzisiaj opowiedziałaś jest bardzo ważne dla głuchych. Dużo możemy się nauczyć z Twojego życia.

—  Dziękujemy. Hej!

Spektakl dla niesłyszących — rozmowa z Dominiką Feiglewicz i Katarzyną Anną Małachowską

„Wojna w niebie” – rozmowa z twórcami spektaklu dla głuchych
Dominika Feiglewicz, Katarzyna Anna Małachowska, Paweł Żurawski, Maciej Joniuk

[Maciej Joniuk]:
— Witam Państwa po pięknym spektaklu dla głuchych. Bardzo proszę, przedstawcie się.

[Dominika Feiglewicz]:
— Nazywam się Dominika Feiglewicz. Jestem aktorką. Mieszkam w Krakowie. Jestem reżyserką spektaklu „Wojna w Niebie”. Pracuję w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

[Katarzyna Anna Małachowska]:
— Nazywam się Katarzyna Anna Małachowska. Jestem aktorką i choreografem. Pracuję na Wydziale Aktorskim Akademii Teatralnej w Warszawie. W tym spektaklu zajmuję się ruchem scenicznym i współpracuję z Dominiką przy reżyserii. 

[Maciej Joniuk]:
— Skąd pomysł na spektakl dla głuchych?

[Dominika Feiglewicz]:
— Pomysł pojawił się kiedy zaczęłam pracować z profesorem i aktorem Krzysztofem Globiszem. Wtedy był już po udarze, przez który miał zanik mięśni, problemy z poruszaniem się i mową. Jednak ta współpraca rozbudziła we mnie chęć robienia czegoś więcej. Zaczęliśmy więc pracować nad tekstem „Wojna w Niebie”. Zaczęłam szukać inspiracji do przekazania treści „Wojny w Niebie”. Szukałam formy i ludzi, którzy mogliby pomóc zrobić coś więcej z tym tekstem. Stąd pomysł, żeby pracować z osobami niesłyszącymi, a to przerodziło się w spektakl.

[Maciej Joniuk]:
— A jak panie sobie poradziłyście z komunikacją z głuchymi? Czy były jakieś trudności?

[Katarzyna Anna Małachowska]:
— Kiedy zaczęłyśmy pracę, Dominika trochę już znała język migowy, ponieważ kiedyś używała go jako formę wyrażania emocji w pracy nad piosenką. Udało jej się wejść do ‘świata głuchych’ i miała już podstawy do komunikacji w języku migowym. Natomiast kiedy ja zaczynałam tę pracę, w ogóle nie znałam migowego, ani jednego gestu. Ale dużym wsparciem była Patrycja, która jest osobą niedosłyszącą i uczy języka migowego. Pomagała nam w tłumaczeniu komunikatów i treści, które próbowałyśmy przekazywać naszym niesłyszącym aktorom.

[Dominika Feiglewicz]:
— Pracujemy z dwiema osobami niesłyszącymi i dwiema niedosłyszącymi. Na początku naszej współpracy założyłyśmy, że po prostu musimy się dogadać. Jeżeli my nie jesteśmy w stanie naszym prostym językiem migowym przekazać tego co chcemy, wtedy wkraczają nasi niesłyszący i niedosłyszący aktorzy, którzy pomagają nam w pełnej komunikacji. Jest to nasza współpraca w grupie.

[Maciej Joniuk]:
— Czy dzisiejszy spektakl będzie się powtarzał czy był tylko raz?

[Katarzyna Anna Małachowska]:
— Chodzi o tylko dzisiejszy spektakl?

[Maciej Joniuk]:
— Nie, nie. Chodzi mi o nowe spektakle z udziałem głuchych.

[Katarzyna Anna Małachowska]:
— Pracujemy nad nowym spektaklem, do którego oprócz osób niesłyszących i niedosłyszących zaprosiliśmy niewidomych oraz osoby ze szkoły teatralnej.

[Maciej Joniuk]:
— Co by panie poradziły młodym twórcom spektakli dla głuchych?

[Katarzyna Anna Małachowska]:
— Działajcie.

[Dominika Feiglewicz]:
— Działajcie i odbierajcie. Chodźcie na wydarzenia, które są udostępniane. Obserwujcie, a potem twórzcie i wykorzystujcie to w swojej pracy. 

[Katarzyna Anna Małachowska]:
— „Teatr jest dla was przestrzenią wolności”.

[Dominika Feiglewicz]:
— W teatrze można się spotkać, więc tak róbcie. Więcej odwagi. Szukajcie ludzi, którzy chcą tego samego co wy. 

[Katarzyna Anna Małachowska]:
— A jak macie jakiekolwiek pytania, to zapraszamy do kontaktu fundacja „Migawka”. Służymy wsparciem.

[Dominika Feiglewicz]:
— Tak.

[Maciej Joniuk]:
— Bardzo dziękuję paniom za wywiad.

„Wojna w niebie” oczami niesłyszącego widza

„Wojna w niebie” - rozmowa z widzem spektaklu dla niesłyszących
Michał Konwwerski i Ola Szorc

— Proszę, przedstaw się i powiedz coś o sobie.

— Nazywam się Ola Szorc. Mieszkam w Warszawie.

Jesteśmy już po spektaklu, więc zapytam o kilka rzeczy. Co Ci się podobało na spektaklu, a co nie?

— Ogólnie fajny, warto obejrzeć, ale mam trochę mieszane uczucia. Był migowy i napisy, ale treść była też mówiona. Słyszałam to przez aparat słuchowy, ale nie rozumiałam. Myślę, że migowy z napisami i z lektorem to średnie połączenie – tylko do tego mam wątpliwości.

— Jakie uczucia wzbudził w Tobie ten spektakl?

— Kiedyś słyszałam o ciekawym zadaniu, które dotyczy kina, ale pasuje też do teatru. Jeżeli po obejrzeniu jakiegoś występu albo filmu, ludzie dyskutują, mają wątpliwości albo zadają pytania, to znaczy, że warto to obejrzeć. Myślę, że tak właśnie było z tym spektaklem. 

— Myślisz, że warto, żeby głusi przyszli to obejrzeć?

— Myślę, że każdy taki spektakl warto obejrzeć, nawet jeśli coś się nie spodoba. W ten sposób pomagamy rozwijać się osobom, które przy tym pracowały- wiedzą wtedy co mogą ulepszyć. 

— To chyba normalne, że jednej osobie spodoba się taki spektakl, a drugiej inny. Tak jak filmy w kinie – coś przykuje naszą uwagę, a czymś innym będziemy znudzeni. Zgodzisz się ze mną?

— Myślę, że właśnie tak jest.

— Ok, to wszystko. Bardzo dziękuję, że zgodziłaś się na ten wywiad. 

— Ja też dziękuję.