Edukacja

Szkoła dla niesłyszących dawniej i dziś — rozmowa absolwentów szkół dla niesłyszących

Jak wyglądała szkoła dla niesłyszących 30 lat temu, a jak wygląda obecnie? Jak się żyje w internacie? Z jakimi problemami spotykają się niesłyszący uczniowie?

Szkoła dla niesłyszących ponad 30 lat temu i obecnie

— Cześć, nazywam się Joanna Huczyńska. Mój znak migowy to… Uczęszczałam do trzech szkół. Chodziłam do podstawówki dla osób słyszących. Następnie do gimnazjum dla osób głuchych, później przeniosłam się na 3 lata liceum do szkoły dla głuchych.

— Nazywam się Piotr Płosa, mój znak migowy… Chodziłem do podstawówki dla osób słyszących we wsi Borzym. Zostałem przeniesiony do szkoły dla osób słabosłyszących. Później do szkoły dla głuchych. Skończyłem szkołę zawodową dla głuchych.

Szkoła dla niesłyszących i słabosłyszących, Joanna Huczyńska i Piotr Płosa
Joanna Huczyńska i Piotr Płosa, absolwenci szkół dla niesłyszących i słabosłyszących

Problemy w szkołach dla niesłyszących i głuchych

Asia: 

— Jak wyglądała szkoła 30 lat temu? Jak wyglądały lekcje, jak rozmawialiście z nauczycielami, jak między sobą?

Piotr:

— Chodziłem do szkoły zawodowej 30 lat temu. Do wcześniejszych szkół około 35-40 lat temu. Mama przyprowadzała mnie do szkoły dla osób słyszących. Ponieważ słabo słyszałem, nauczyciele powtarzali, że powinienem się przenieść do szkoły dla osób słabosłyszących. Mama się nie zgodziła. Wolała, żebym mówił, a nie migał. Nauczyciele stwierdzili, że trudno. Zostałem przeniesiony do szkoły dla osób słabosłyszących.

W szkole dla osób słabosłyszących, słabo sobie radziłem. Dlatego zostałem ponownie przeniesiony do szkoły dla osób głuchych. Tam skończyłem 8 klas. A później skończyłem szkołę 3-letnią zawodową.

— A nauczyciele jak was uczyli? Jak wyglądała komunikacja?

— Mówili. Przy tablicy stali do nas tyłem. Pisali i mówili.

— A jak z czytaniem?

— Każdy głuchy, który musiał czytać, z boku, pod ławką literował, co czytał. Widziałem to. Ja tak nie robiłem, bo dobrze mówiłem. Ale inni głusi literowali. Nauczyciele na to nie pozwalali. Dostawaliśmy po rękach. Głuchym było ciężko czytać, a takie literowanie bardzo pomagało.

— Między sobą mogliście migać?

— Migaliśmy, ale na lekcji nie. Musieliśmy być ciągle skupieni na tablicy.

— A na przerwach mogliście migać?

— Na przerwie wolno było migać. Na lekcji musieliśmy cały czas patrzeć na tablicę. Jeżeli migaliśmy na lekcji dostawaliśmy linijką po rękach.

— A w szkole zawodowej jak było? Podobnie?

— Nie, inaczej. Jak zauważyli, że migamy na lekcji karą było przepisywanie książki na tablicy. Nauczyciel sobie siedział i odpoczywał, a my przepisywaliśmy książkę.

„(Nauczyciele do nas, niesłyszących) mówili. Przy tablicy stali do nas tyłem. Pisali i mówili. (…) Nauczyciel stał przy tablicy, pisał i mówił. Widzieliśmy, że coś mówi. Nie patrzył na nas, nie było widać jego ust. Stał tyłem i tyle.”.

Współczesna szkoła dla głuchych

— Jak było u Ciebie w szkole?

— Pierwsza szkoła była dla głuchych, ale poziom był niski. W drugiej szkole było lepiej, poziom był wyższy. Jaka była różnica między jedną a drugą? W pierwszej szkole była „mowa kombinowana”. Był język mówiony, system językowo-migowy. Radziłam sobie, wyłapywałam większość rzeczy. Czasami byłam tłumaczem.

Na przykład na języku polskim nauczycielka czytała, a ja ponieważ mam aparat i trochę słyszę, tłumaczyłam na język migowy. Nie wszyscy nauczyciele znali dobrze język migowy. Niektórzy migali dobrze, inni średnio. Większość używała „mowy kombinowanej”. Starałam się wszystko zrozumieć.

Następnie było liceum. Poziom był inny, wyższy, dopasowany do mojego poziomu. Chłonęłam dużo wiedzy. Wcześniej byłam „głodna wiedzy”, chciałam dużo wiedzieć, chciałam coraz więcej informacji. Gdy przeniosłam się do drugiej szkoły, było jeszcze lepiej, więcej chłonęłam. Dzięki temu, że ją skończyłam teraz lepiej mi się żyje. Teraz jest inny czas.

Dzienniki i ocenianie

Chciałam Cię zapytać: Dawniej były dzienniki papierowe?

— Tak, dziennik papierowy.

— A u mnie teraz jest inaczej. Jest dziennik elektroniczny w internecie. Na przykład, mogę sprawdzić oceny albo sprawdzić frekwencję, ile mam procent. Mogę to sprawdzić w telefonie albo na komputerze.

— Mieliśmy dziennik papierowy, w którym były imiona, nazwiska, oceny.

— U Ciebie było inaczej, teraz jest inaczej.

— Gdy źle się zachowywaliśmy, mieliśmy tablicę kolorową, na której były plusy i minusy. Były tam nasze nazwiska. Gdy ktoś był grzeczny dostawał plusa, niegrzeczny dostał minusa. Były koloru czerwonego i żółtego.

— U mnie w podstawówce było podobnie. W liceum już tego nie było. Byliśmy już dorośli.

— U mnie było to w podstawówce, w szkole zawodowej już nie.

— To podobnie.

Obowiązkowe mundurki szkolne?

Joanna Huczyńska

— Dawniej w podstawówce mieliśmy takie mundurki, fartuszki.

— Wszyscy musieliście mieć jednakowe?

— Tak, przez całe 8 klas. W szkole zawodowej już nie. Ubieraliśmy się normalnie.

— U mnie dawniej w pierwszej szkole były, ale krótko. Później wszyscy ubieraliśmy się jak chcieliśmy. Było to krótko, pamiętam że chyba tylko w klasie 4. Później już nie.

— Mundurki mieliśmy niebieskie, a kołnierze białe.

— U mnie też były w kolorze ciemnym niebieskim, a po prawej stronie był patron szkoły. Mieliśmy je krótko. Potem je oddaliśmy.

— One były z takiego błyszczącego materiału.

— Wiem, my też mieliśmy odblaskowe paski, żebyśmy byli widoczni na ulicy.

— My mieliśmy białe kołnierzyki.

Życie w internacie i kary

— Jak było w internacie ?

— W pierwszej szkole miałam internat. W szkole dla słyszących nie było. Normalnie do niej chodziłam, przyzwyczaiłam się. Potem nagle internat z pełną kontrolą. Nie miałam swobody, ciągle byłam pilnowana. Zawsze byłam z mamą i tatą, a nagle się rozłączyliśmy. Źle się z tym czułam. Byłam w pierwszej grupie, najmłodszej. Nie miałam kontaktów z rówieśnikami. Mój poziom był wyższy niż innych.

W połowie listopada zapytali czy chciałabym dołączyć do starszej grupy, trzeciej. Chętnie się zgodziłam. Odetchnęłam z ulgą, będąc już w tej grupie. Zapomniałam nawet o tęsknieniu za rodzicami. Internat był dobry.

— Do szkoły dla słyszących chodziłem normalnie. W podstawówce dla słabosłyszących był już internat. W internacie zawsze chodziliśmy spać o godzinie 20:00.

— Wcześnie.

— Kiedyś tak było,za czasów komuny: 20:00 – 21:00. Łobuzowaliśmy w nocy.

— Dostawaliście kary?

—Tak. Łobuzowaliśmy, rzucaliśmy poduszkami. Kiedy przyłapał nas dyżurujący nauczyciel, dostawaliśmy linijką. W ostatnim internacie, w którym byłem, było podobnie. Oglądaliśmy dobranockę, która kończyła się o 20:00, mieliśmy 5 minut na rozmowy i od razu musieliśmy iść spać. Gasili nam światła. Nikt od razu nie zasypiał. Nie mogliśmy spać, migaliśmy do siebie po ciemku. Gdy drzwi się otwierały, widzieliśmy światło i że ktoś do nas idzie od razu udawaliśmy, że śpimy. Nauczyciel słyszał, że nie śpimy i dostawaliśmy karę.

— Teraz jest inaczej. Mogliśmy siedzieć do późna. W podstawówce mieliśmy określone godziny żeby iść spać. Ale były już telefony, mogliśmy sobie nimi świecić.

— U mnie za komuny nie było telefonów.

— Potem w liceum nie mieliśmy ograniczonego czasu. Wszyscy byliśmy dorośli, robiliśmy co chcieliśmy. Była taka jedna nauczycielka, która nas ganiała do spania, zabierała telefony. Inni nauczyciele byli ok.

— W szkole zawodowej mieliśmy czas do 21:00, nawet dłużej.

— U nas jeszcze później. Mogliśmy siedzieć do 23:00, czasami do północy.

— Ja tak nie mogłem. Chcieliśmy wieczorem zobaczyć jakiś film. Nie mogliśmy. Świetlica z telewizorem była zamknięta.

W szkole dostawaliście za karę jakieś prace, np. sprzątanie?

— Po pierwsze zabierali nam telefony. Dostawaliśmy też dodatkowe zadania. Rodzice byli wzywani do szkoły. Teraz jest trochę inaczej. Na przykład jeżeli coś zepsuliśmy, byli wzywani rodzice. Rodzice zawsze bronili dzieci. Kiedyś było odwrotnie, krzyczeli na dzieci, a teraz krzyczą na nauczycieli, że źle robią. Teraz są trochę inne czasy, prawda?

— Tak. U mnie w szkole zawodowej za łobuzowanie dostawaliśmy kary. np. musieliśmy w sobotę przerzucać węgiel, grabić liście. Gdy spadł śnieg musieliśmy odśnieżać.

— U mnie takich rzeczy się nie robiło.

— Tak było kiedyś, za komuny. Teraz są przepisy, że nie wolno karać dzieci.

— Teraz nie wolno karać, ale zabierają telefony.

— W podstawówce, gdy źle się zachowałaś, źle coś przeczytałaś albo napisałaś nauczyciel bił Cię w głowę?

— Nie.

— U nas tak było.

— U nas tylko wstawiają złą ocenę.

— Jak ktoś zrobił coś źle, dostawał po głowie. Nauczycielka przekręcała tak pierścionek, żeby uderzyć kamieniem.

— U mnie tak nie było.

Posiłki w internacie

— W internacie o której dostawaliście posiłki? Śniadanie, obiad?

— Śniadanie mieliśmy na 7 rano. Nie były to wykwintne śniadania, raczej skromne. Kosteczka masła, ogórki, chleb. Tak było w podstawówce. Po śniadaniu dostawaliśmy ciastko albo serek.

— A jak z obiadami?

— Ziemniaki, zupy, skromne jedzenie. Mogliśmy brać dokładki. Na kolację też dostawaliśmy kosteczkę masła.

— A o której mieliście kolację?

— 18:00

— Wcześnie. W pierwszym internacie mieliśmy śniadanie o 7:00 tak samo jak Ty. Śniadanie było normalne. Drugie śniadanie też. Obiady mieliśmy o 13:30. Kolację mieliśmy tak samo o 18:00, czasami na 18:30.

Jak byłam w innym internacie śniadania też były o 7:00, obiad był później, o 14:25. Nie mogłam się przyzwyczaić. W liceum były później, w podstawówce wcześniej. Ale kolację mieliśmy o 19:00. Wszyscy mieliście to samo na kolację?

— Tak, wszyscy dostawaliśmy to samo.

— A my nie. Ktoś kto był weganinem, nie jadł mięsa, dostawał jedzenie dopasowane do siebie. Ktoś miał alergię, nie mógł czegoś jeść dostawał oddzielne jedzenie. Tak było w liceum.

— My dostawaliśmy wszyscy takie samo jedzenie.

— W liceum dawali taką możliwość, czułam się z tym lepiej.

— Na śniadaniu, obiedzie, kolacji mieliście dyżury?

— Tak.

— U nas też były.

— My jako uczniowie nie mieliśmy. Nauczyciele byli dyżurnymi i pilnowali.

— U nas były dyżury każdego dnia. Każdy po kolei w każdym dniu tygodnia.

— Chodzi Ci o przygotowanie i posprzątanie ze stołu? To tak, na śniadanie i kolację tak było. W pierwszej szkole sami sprzątaliśmy przed i po obiedzie. A w drugiej, wszystko sami. Czasami przygotowaliśmy kolację, zależy kto miał ochotę. Zdarzało się, że wszyscy razem schodziliśmy na kolację. Każdy sam sobie przygotowywał.

Przedmioty szkolne w szkole dla głuchych

— Chciałam się zapytać o lekcje. Jak wyglądał język polski, matematyka? Jakie miałeś przedmioty? Porównamy, jakie były u ciebie i u mnie.

— Matematyka, język polski, historia, geografia, biologia, fizyka, chemia.

— WF?

— Tak.

— Religia?

— Tak.

— Rewalidacja

— Nie. Nie było takiego przedmiotu.

— Teraz mamy. Jest taki przedmiot: „komunikacja”, lekcje PJM.

— U mnie nie było PJM, mieliśmy na zasadzie tylko pokazywania.

szkoła dla głuchych 30 lat temu, wspomina absolwent Piotr Płosa
Piotr Płosa

— Teraz mamy normalnie lekcje PJM. Poznajemy Kulturę Głuchych i wiele innych. Wszystko w PJM.

— Ja nie miałem. Nauczyciel stał przy tablicy, pisał i mówił. Widzieliśmy, że coś mówi. Nie patrzył na nas, nie było widać jego ust. Stał tyłem i tyle.

— W pierwszej szkole był nauczyciel, który stał do nas plecami. My nic nie rozumieliśmy. Krzyczał na nas. Było wiele skarg na tego nauczyciela. Później było już lepiej.

W drugiej szkole wszystko było dobrze, nie miałam problemu ze zrozumieniem lekcji.

— A w klasach od pierwszej do czwartej chodziłaś na „słuchawki”?

— Nie.

— Kiedyś, kto był całkowicie głuchy chodził na „słuchawki”. Dziwne to było.

— Logopeda. Kto umiał mówić, chodził na ćwiczenia logopedyczne. Jeżeli ktoś mówił słabo, chodził na zajęcia, aby podszkolić język polski. Wszystko było dostosowywane pod ucznia.

Liczebność klas

— Ile było osób w klasie?

— Pięć dziewczyn i czterech chłopaków. Razem było 9 osób.

— 9 osób, dużo. Była to jedna klasa, czy były A, B, C?

— Od 2 do 8 klasy byliśmy jedyni, nie było więcej klas A, B, C.

— Do 6 klasy było nas około 7, 8 osób. W gimnazjum były już dwie klasy A i B po 6 osób. W gimnazjum było nas więcej. W liceum były już klasy A, B ,C. Było tam 8, 5, 7 osób w klasie. Coraz więcej.

— W szkole zawodowej były dwie klasy A i B. 4 chłopaków i 6 dziewczyn czyli była nas już 10-tka. W klasie B nie wiem ile było osób.

Język migowy w szkole — PJM czy SJM?

— W Twojej szkole podstawowej i zawodowej (liceum) był PJM czy system?

— W liceum było to pomieszane, ale większości był PJM. Dużo byłam w stanie zrozumieć. Ale w klasach było różnie. W mojej klasie licealnej A połowa umiała migać, połowa umiała mówić. Byliśmy wymieszani, ale zintegrowani. Na początku I klasy dziwnie było. Oni mówili, my migaliśmy. Potem bardzo się zintegrowaliśmy. My uczyliśmy ich migać, a oni uczyli nas języka polskiego. Nie mieliśmy problemu.

W pierwszej klasie trochę się kłóciliśmy. Nie było jedności. W 2 i 3 klasie już się przyzwyczailiśmy do siebie. Byliśmy fajną, zgraną klasą.

— U mnie systemu i PJM-u nie było. Nauczyciele tylko mówili, systemu było bardzo mało, pojedyncze słowa. W szkole zawodowej nie migali PJM. Niektórzy wychowawcy z internatu migali w PJM. Migali śmiesznie. Ale nie było nikogo, kto migał czystym PJM.