Wydarzenia

Jak wygląda kwarantanna — wywiad z Agnieszką Jarosz

Wywiad z Agnieszką Jarosz, która wraz z mężem i synem przebywają na obowiązkowej kwarantannie po powrocie do Polski z zagranicy.

[Maciek]:
— Witam, Panią. Chciałbym porozmawiać. Prosiłbym, żeby Pani się przestawiła.

Powrót z Anglii do Warszawy…

[Agnieszka]:
— Nazywam się Agnieszka Jarosz. Jestem z Poznania.

[Maciek]:
— Podobno miała Pani razem z rodziną ciekawą i trudną przygodę związaną z powrotem do Polski w czasie rozprzestrzeniającego się koronawirusa. Proszę opowiedzieć, jak to się stało, że trafiliście na obowiązkową 14 dniową kwarantannę?

[Agnieszka]:
— Byliśmy u siostry i brata w Anglii. Bilety miałam kupione od dawna, bo chciałam ich odwiedzić. Kiedy przebywaliśmy w Anglii, dowiedzieliśmy się, że koronawirus atakuje. Miałam pecha. 15 marca mieliśmy zaplanowany powrót do Polski „własnym” samolotem, ale między 14 a 15 marca w nocy loty do Polski zostały wstrzymane, a moja linia lotnicza późno poinformowała nas o odwołaniu lotu do Polski. Czekaliśmy na więcej informacji w związku z powrotem do Polski.

Dostaliśmy informację od naszych znajomych, że rząd organizuje akcję „Lot do domu”. Szybko usiadłam przy komputerze, żeby sprawdzić co muszę zrobić, żebyśmy wrócili do domu. Napisałam formularz, że całą rodziną jesteśmy uwięzieni w Anglii. Nie uzyskałam ani odpowiedzi, ani potwierdzenia. Może dlatego, że bardzo dużo ludzi napisało, stąd system się zawiesił. W telewizji właśnie o tym mówili, że system nie działa, dlatego poczekaliśmy trochę. Następnego dnia szybko zakupiłam bilety do Polski na 16 marca.

[Maciek]:
— Udało się Wam wrócić 16 marca, nie było problemów z zakupem biletów? Czy były jakieś inne trudności?

[Agnieszka]:
— Wszystko można było kupić w internecie. Bilet można zakupić w internecie na stronie lot.pl w zakładce „Lot do domu”. Na wszelki wypadek wykupiłam ubezpieczenie, którego cena była o 10 razy droższa niż normalnie. Ale najważniejszy był dla nas szybki powrót do domu, z powodu mojego 4 letniego dziecka, poza tym Polska to mój dom, mój język.

Anglicy późno zareagowali na epidemię, dlatego musieliśmy szybko wrócić do domu. Na szczęście udało się kupić bilet i mogliśmy wrócić do Polski.

[Maciek]:
— Dotarliście do Warszawy?

[Agnieszka]: — Tak.

…i z Warszawy do Poznania

[Maciek]:
— Wylądowaliście w Warszawie i co było dalej? Czy były problemy z dotarciem do domu, do Poznania?

[Agnieszka]:
— Nie, nie było problemu. Bilety były dostępne tylko do Warszawy, nie mieliśmy wyboru lotu do Poznania. Ważne że do Polski, do Warszawy. W czasie lotu do Polski stewardesa podała nam formularz do wypełnienia. Podałam w nim swoje dane, adres, kontakt itd. Wpisałam numer do tłumacza jako dodatkowy numer w razie wypadku, dziecko, mąż mieli własny formularz.

Później przeszliśmy kontrolę temperatury termometrem i wpisaliśmy ją do formularza. Kiedy wylądowaliśmy w Warszawie na Okęciu, wszyscy chcieli szybko wyjść z samolotu, jednak stewardesy kazały nam poczekać. Spodziewałam się kontroli. 3-4 mundurowych w ubraniach ochronnych weszli na pokład, zebrali formularze, sprawdzili nam temperaturę (jedna Pani miała podwyższoną, ale okazało się że w normie) i wyszli. Po tym normalnie wyszliśmy z samolotu.

Kiedy podeszliśmy do punktu kontroli paszportowej, staliśmy w kolejce. Ludzie stali blisko siebie nie zachowując prawidłowej odległości, co mi się nie podobało. Kiedy przechodziliśmy kontrolę postanowiłam poprosić tłumacza by przez internet zapytał kontrolera czy można samodzielnie wrócić do domu. Odpowiedział, że można jechać do domu dowolnym transportem bo kwarantanna obowiązuje od następnego dnia.

Pojechaliśmy taksówką na Dworzec Centralny by kupić bilety do pociągu pospiesznego do domu – do domu. Czekaliśmy godzinę. Widzieliśmy, że sklepy są pozamykane, ludzie uważają na siebie i przestrzegają bezpiecznej odległości od siebie. Każdy przedział był dla jednej rodziny, nie było możliwości żeby dosiadł się ktoś obcy. Kiedy dojechaliśmy do Poznania, zamówiliśmy taksówkę do domu. Taksówkarz miał płyn dezynfekujący ,więc skorzystaliśmy z niego. W końcu dotarliśmy do domu. To był happy end.

[Maciek]:
— Uff! Mieliście ciężką podróż, ale szczęśliwie wróciliście do domu.

[Agnieszka]:
— Ciężka podróż, od rana do późnego wieczoru. Ale poradziliśmy sobie. Ważne że jesteśmy w Polsce.

Jak wygląda życie na kwarantannie?

[Maciek]:
— Opowiesz mi jak wygląda życie na kwarantannie? Jak sobie radzicie z zakupami, z załatwianiem różnych spraw, przecież nie wolno było wam wychodzić z domu?

[Agnieszka]:
— Tak. Nie mogliśmy wyjść z domu w ciągu 14dniowego okresu kwarantanny. Kiedy wróciliśmy z Anglii byłam przygotowana na wszystko. Nie można było spotkać z teściami i ze znajomymi. Naszym znajomym zrobiło się żal i postanowili nam pomóc w zrobieniu zakupów. Zostawiali zakupy pod drzwiami, a ja je odbierałam i przelewałam im pieniądze za zakupy. Był też problem z wyrzuceniem śmieci. Długo zastanawiałam się jak to zrobić. Wyrzucić z balkonu? Na szczęście sąsiedzi zgodzili się wyrzucać nasze śmieci. Mieli rękawiczki i wyrzucali nasze śmieci. Jeśli chodzi o załatwianie spraw, to cały czas pomagał nam w tym mój tłumacz, robił to online. 31 marca kończy się nasza kwarantanna.

Kontrola przez policję

[Maciek]:
— Już niedługo będziecie na „wolności”, ale nadal trzeba będzie zachować ostrożność i zostać w domu dla bezpieczeństwa. W jaki sposób policjanci sprawdzali Waszą obecność? Czy komunikacja z policja była problemem?

[Agnieszka]:
— Tak, był to problem. Na początku policjanci cały czas dzwonili do nas w sprawie kontroli, ale ja nie mogłam odebrać. Postanowiłam przekazać numer policji mojemu tłumaczowi, kiedy tłumacz oddzwaniał do policji, ta nie odbierała. W końcu, po kilku próbach odebrali telefon i zapytali się jak się czujemy i czy wszystko dobrze. Zapytali czy mamy jedzenie. Pytali, czy zauważamy jakieś objawy.

Policja zapisała w systemie informacyjnym, że jesteśmy rodzina niesłyszącą. Później policjanci sprawdzali czy jesteśmy w domu – musieliśmy z mężem pomachać z balkonu by potwierdzić naszą obecność. Czasami policjanci przyjeżdżali nieoznakowanym samochodem i czekali na nas, aż zjawimy się na balkonie. Codziennie nas sprawdzali, a my cały czas byliśmy w domu.

[Maciek]:
— Opowiedziałaś nam ciekawe rzeczy. Mieliście różne nieprzyjemne sytuacje, ale w końcu dotarliście do domu. Cieszę się, że wszystko jest w porządku. Życzę dużo zdrowia, zostańcie w domu i przestrzegajcie zaleceń Dziękuję za rozmowę.

[Agnieszka]:
— Też dziękuję za rozmowę, wzajemnie życzę wszystkim dużo zdrowia.