Historia

Historia stowarzyszeń głuchych w Polsce

W Polsce jest dużo różnych stowarzyszeń osób głuchych. A jak to wyglądało kiedyś? Kiedy powstały pierwsze stowarzyszenia? Jaki miały cel? Co udało się im osiągnąć? Opowiada prof. dr hab. Bogdan Szczepankowski.

Witam Państwa! Dzisiejsze spotkanie będzie miało charakter historyczny, a konkretnie będzie się wiązać z historią stowarzyszeń głuchych na polskich ziemiach.

Przygotowanie informacji o historii stowarzyszeń głuchych na polskich ziemiach

Zaczęło się bardzo dawno, bo w 1876 roku. Historia zawsze mnie interesowała, pasjonowała i dzięki temu, przede wszystkim, udało się coś w tym kierunku zrobić. Kiedy miało być stulecie organizacji głuchych na ziemiach polskich, a wypadało to w roku 1976, dwa lata wcześniej władze Polskiego Związku Głuchych zwróciły się do mnie z prośbą, żebym opracował historię stowarzyszeń. Oczywiście podjąłem się tego z ogromną przyjemnością i przez dwa lata zbierałem materiały, jeździłem po Polsce, byłem w różnych bibliotekach, spotykałem się z osobami głuchymi, które były zainteresowane historią i coś wiedziały na ten temat.

Przygotowałem materiał do druku w czterech częściach. Pierwsza część to były początki stowarzyszeń, jeszcze, kiedy Polska była pod zaborami. Druga część dotyczyła II Rzeczypospolitej, do roku 1939. Trzecia część to była II wojna światowa, bo głusi mieli w niej przecież swój też znaczący udział, szczególnie w Powstaniu Warszawskim. Czwarta część – od końca II wojny światowej, do chwili bieżącej, czyli do roku 1976.

Zrobiłem te wszystkie cztery części – ta czwarta była największa – i dałem władzom (PZG) do zatwierdzenia, przed oddaniem tego do druku. No i się zaczęło! Te pierwsze części, które dotyczyły historii do 1946 roku, bardzo się spodobały, okej, wszystko jest świetnie. Czwarta część, która dochodziła do czasów bieżących, wzbudziła niesłychane kontrowersje. Po prostu każdy z działaczy uważał, że jego tam jest za mało. Gdyby uwzględnić życzenia wszystkich, „życzenia” – żądania właściwie wszystkich, którzy tam byli, to musiałoby to być tomisko, którego pewnie nikt nie dałby rady w całości przeczytać. Te spory i animozje doprowadziły do tego, że uznano, że wobec tego, tej czwartej części w ogóle nie będzie, tylko to będzie historia do 1946 roku.

Cenzura władz PRL

No dobrze, wobec tego przygotowałem do druku, udałem się do cenzury na ulicę Mysią w Warszawie – wtedy to było konieczne, musiałem mieć odpowiedni akcept władz na wydrukowanie takiej książeczki. No i cóż się dowiedziałem – po analizie – że to niestety się nie nadaje. Nie może być wydrukowane, bo to jest tylko historia państwa i stowarzyszeń w okresie minionym, który nas nie interesuje. Polska Ludowa i tak dalej, tego tu nie ma, wobec tego nie ma możliwości wydrukowania. I oczywiście sprawa siadła i książeczka nie została wydrukowana.

„Zarys Historii Stowarzyszeń Głuchoniemych 1876 – 1946”

Minęło 20 lat. 120 lat od pierwszego powstania stowarzyszenia, 50 lat od powstania Polskiego Związku Głuchych. Wzywa mnie, zaprasza, ówczesny prezes Polskiego Związku Głuchych, pan Mieczysław Grajek, i mówi do mnie: „Słuchaj, tę książeczkę, co ty napisałeś 20 lat temu, to ty ją jeszcze masz?” „Mam”. „Wiesz co, to może byśmy ją teraz wydali?”. Bo rzeczywiście, cenzury już nie było, nie było problemu, żeby ją wydać. No i rzeczywiście, wydaliśmy. Wydaliśmy ją w 1996 roku, 20 lat po jej napisaniu. Troszkę tam pokorygowałem, poprawiłem, pouzupełniałem, ale ukazała się. I tak właśnie ta książeczka wygląda. Zawiera oczywiście te trzy części historyczne.

Okładka książki „Zarys Historii Stowarzyszeń Głuchoniemych 1876-1946” Bogdan Szczepankowski. Polski Związek Głuchych — Warszawa 1996. Na okładce widać logo Małopolskiego Towarzystwa Głuchoniemych we Lwowie „Nadzieja”, Chrześcijańskiego Towarzystwa Głuchoniemych „Opatrzność” oraz stare logo PZG.
„Zarys Historii Stowarzyszeń Głuchoniemych 1876-1946” Bogdan Szczepankowski

Towarzystwo Oszczędnościowe Absolwentów Instytutu Głuchoniemych – XIX wiek

Tyle anegdoty, a teraz już przechodzę do tej właściwej historii, do tego 1876 roku, a nawet wcześniej, bo przecież zdarzyła się taka historia, wiele lat wcześniej, w 1834 roku, kiedy istniało tylko jedno… Nie, przepraszam. Kiedy jeszcze nie istniało żadne stowarzyszenie głuchych w Europie, zresztą nie tylko w Europie. W Polsce, w Warszawie, w Instytucie Głuchoniemych, ówczesny dyrektor Wawrzyniec Wysocki, chciał zorganizować takie stowarzyszenie absolwentów. Na to potrzebne były środki, ale rada nadzorcza Instytutu się na to nie zgodziła. Wtedy byli skłóceni z dyrektorem Wysockim i właściwie torpedowali jego inicjatywy. No i nie doszło do powołania takiego – to się miało nazywać Towarzystwo Oszczędnościowe Absolwentów Instytutu Głuchoniemych – nie doszło do tego. Gdyby doszło, to byłoby to pierwsze stowarzyszenie głuchych na świecie, ale niestety, tak się nie stało.

Pierwsze Galicyjskie Towarzystwo Głuchoniemych „Nadzieja”

Musimy przenieść się 40 lat do przodu i oto w 1876 roku powstaje pierwsze stowarzyszenie głuchych we Lwowie – Pierwsze Galicyjskie Towarzystwo Głuchoniemych „Nadzieja”. Tak się nazywało, później zmieniło nazwę na Małopolskie, kiedy już powstało polskie państwo, ale wtedy było to stowarzyszenie galicyjskie. Jego założycielem i pierwszym prezesem był Juliusz Zellinger – może Cellinger, nazwisko pochodzenia niemieckiego – który ogłuchł, mając 7 lat. Uczył się w Zakładzie dla dzieci głuchoniemych we Lwowie, tak się wtedy to nazywało „Zakład dla Głuchoniemych”, ale potem został urzędnikiem w Namiestnictwie Galicyjnym, co było ewenementem pewnego rodzaju, bo na ogół głusi w tym czasie wykonywali proste zawody rzemieślnicze.

Plansza z opisem: Pierwsze Galicyjskie Towarzystwo Głuchoniemych „Nadzieja” i późniejsze Małopolskie Towarzystwo Głuchoniemych „Nadzieja”. Powstało w 1876 roku we Lwowie, jako pierwsze polskie a 36 w Europie stowarzyszenie głuchoniemych.
Pierwsze Galicyjskie Towarzystwo Głuchoniemych „Nadzieja”

Juliusz Zellinger był wybitną jednostką jak na owe czasy, zorganizował i stworzył to stowarzyszenie, które się stopniowo rozrastało. Było tych prezesów kilku, po kolei. Zellinger był przez dobrych kilkanaście lat prezesem. Potem poczuł już się zmęczony, zrezygnował. Na jego miejsce wybrano głuchoniemego malarza, artystę Józefa Kościesza Jaworskiego.

Plansza ze zdjęciem Juliusza Zellingera. Opis do zdjęcia: Założycielem i pierwszym prezesem Stowarzyszenia „Nadzieja” był głuchy Juliusz Zellinger (1828-1913), urzędnik galicyjskiego namiestnictwa we Lwowie.
Juliusz Zellinger

Po nim z kolei, w następnej kadencji, był Antoni Pomian Biesiekierski – nie wykonywał jakiegoś nadzwyczajnego zawodu, był zecerem, ale pochodził z dobrej, szlacheckiej rodziny, co miało wówczas znaczenie. Był prezesem w okresie międzywojennym, już w II Rzeczpospolitej.

To stowarzyszenie było bardzo aktywne. Jego głównym zadaniem była pomoc dla biednych głuchoniemych, aczkolwiek zrzeszało tylko absolwentów szkoły dla głuchych, w początkowym okresie. Później także wszystkich.

Plansza ze zdjęciem, na którym widać trzech mężczyzn, siedzących obok siebie. Poniżej opis: „Kolejni prezesi Towarzystwa »Nadzieja«, ok. 1910 r. – założyciel Juliusz Zellinger (w środku), Józef Kościesza Jaworski (z lewej) i Antoni Pomian Biesiekierski (z prawej)”.
Kolejni prezesi Towarzystwa „Nadzieja”

Konflikty na tle wyznaniowym

I jeszcze jedno, charakterystyczne – przyjmowały wszystkich, bez względu na wyznanie. Wtedy, jak wiemy, były u nas – no powiedzmy – konflikty na tle wyznaniowym i stowarzyszenia, które potem powstawały, bardzo często podkreślały to, że są stowarzyszeniami chrześcijańskimi, że nie przyjmują Żydów. „Nadzieja” właśnie była inna, przyjmowała wszystkich. Zresztą Lwów przecież… We Lwowie mieszkało bardzo dużo osób narodowości żydowskiej.

Udział młodych głuchych w obronie Lwowa i wojnie polsko-bolszewickiej

„Nadzieja” wsławiła się także jeszcze jedną rzeczą – kiedy byliśmy w przededniu odzyskania polskości, kiedy w roku 1918, a potem 1919 i 1920, najpierw mieliśmy obronę Lwowa, potem wojnę polsko-bolszewicką, to grupa młodych ludzi głuchych brała udział zarówno w obronie Lwowa, jak i w wojnie polsko-bolszewickiej.

Plansza ze zdjęciem i opisem. Na zdjęciu betonowa lub kamienna tablica z napisem: „1918-1920 Głuchoniemym Obrońcom Ojczyzny CZEŚĆ! Na polach bitew brali udział: Chołodecki Białynia, Olgierd Janecki Karol, Lech Ludwik, Napieracz Karol, Petrykiewicz Leon, Szczygieł Jan, Szkaradnik Franciszek”. Opis obok: „Tablica »Orląt Lwowskich« głuchoniemych uczestników obrony Lwowa w 1918 r. i wojny polsko-bolszewickiej 1918-1920, wmurowana w ścianę zakładu dla głuchoniemych we Lwowie przy ulicy Łyczakowskiej 35 (dziś już nie ma tej tablicy)”.
Tablica „Orląt Lwowskich”

„Pięćdziesięciolecie Pierwszego Małopolskiego Towarzystwa Głuchoniemych ‚Nadzieja’ we Lwowie”

To wszystko zostało pięknie opisane w książeczce Józefa Białynii Chołodeckiego, to był literat, ale równocześnie to był ojciec głuchego syna Olgierda Białynii Chołodeckiego, który brał właśnie aktywny udział w tych wydarzeniach. Na pięćdziesięciolecie Stowarzyszenia, na 1926 rok, Józef Białynia Chołodecki, ojciec tego chłopca, przygotował książeczkę pod tytułem „Pięćdziesięciolecie Pierwszego Małopolskiego Towarzystwa Głuchoniemych ‚Nadzieja’ we Lwowie”. Książeczka nie jest specjalnie gruba, liczy sobie około 40 stron, ale zawiera niesłychanie istotne i ważne z historycznego punktu widzenia informacje o tym, jak to stowarzyszenie działało, a także o tym, jak te postawy patriotyczne u młodych głuchych ze Lwowa były kształtowane i zrealizowane w postaci udziału w tych walkach o niepodległość Polski.

Okładka i pierwsza strona książki „Nadzieja”. Tekst na pierwszej stronie: Józef Białynia Chołodecki, Pięćdziesięciolecie pierwszego Małopolskiego Towarzystwa Głuchoniemych „Nadzieja” we Lwowie. Lwów 1927.
„Nadzieja”
Czarno-biała fotografia Józefa Białynia-Chołodeckiego
Józef Białynia-Chołodecki

Towarzystwo Głuchoniemych byłych wychowanków Instytutu Głuchoniemych w Warszawie — 1883 rok

Drugie stowarzyszenie, które powstało kilka lat później, bo w 1883 roku, to było stowarzyszenie absolwentów, byłych wychowanków Instytutu Głuchoniemych w Warszawie. Tak się zresztą na początku nazywało: Towarzystwo Głuchoniemych byłych wychowanków Instytutu Głuchoniemych w Warszawie. Powstało w roku 1883 z inicjatywy ówczesnego, niesamowitego, wspaniałego dyrektora Instytutu Jana Papłońskiego.

Plansza ze zdjęciami Józefa Sułowskiego oraz Jana Papłońskiego, z logo Chrześcijańskiego Towarzystwa Głuchoniemych „Opatrzność”, oraz z napisem: „Towarzystwo Głuchoniemych, późniejsze Chrześcijańskie Towarzystwo Głuchoniemych »Opatrzność«, powstało w Warszawie w 1883 r. z inicjatywy ówczesnego dyrektora Instytutu Głuchoniemych Jana Papłońskiego i głuchego Józefa Sułowskiego”.
Towarzystwo Głuchoniemych
Czarno-biała, bardzo niewyraźna fotografia Jana Papłońskiego wraz z jego podpisem. Niżej fragment kartki z dnia 29 listopada 1935 roku, z napisem: „Jako w 50-tą rocznicę śmierci Ś. P. Jana Papłońskiego, założyciela Towarzystwa Głuchoniemych »Opatrzność«, odbędzie się w kaplicy Instytutu (plac Trzech Krzyży 4-6) nabożeństwo za Jego duszę dnia 1-go grudnia r. b., o godz. 9-ej rano, na które zaprasza Zarząd”.
Jan Papłoński

Jan Papłoński

Zresztą dyrektor Papłoński wsławił się kilkoma innymi osiągnięciami, nie tylko tym, że powołał stowarzyszenie absolwentów, ale także drukarnię w Instytucie Głuchoniemych, próbował kształtować słuch – ćwiczenia słuchowe – u swoich uczniów. Założył nawet seminarium nauczycielskie, żeby tam nauczyciele zwyczajni, mogli zdobywać kwalifikacje do nauczania osób głuchych. Także było to bardzo nowatorskie podejście – może dlatego, że nie był surdopedagogiem, może dlatego, że był inspektorem szkolnym – najpierw nauczycielem gimnazjalnym, potem inspektorem szkolnym, a potem przyszedł do Instytutu Głuchoniemych i patrzył na historię i bieżącą działalność Instytutu świeżym okiem. Niczym właściwie się nie sugerował i dostrzegał – tym świeżym okiem – co jest osobom głuchym, dzieciom głuchym uczącym się w szkole, najbardziej potrzebne. No ale wracam do historii.

Gospoda Głuchoniemych

Otóż jednym z jego działań, które nas tu najbardziej interesuje dzisiaj, to było powołanie tego stowarzyszenia absolwentów. Początkowo się właśnie tak nazywało – Towarzystwo Głuchoniemych. Bardzo dobrą rzecz zrobił równocześnie z powołaniem tego stowarzyszenia, a mianowicie, ponieważ dysponował lokalem na ulicy Piwnej w Warszawie, tam, gdzie mieści się kościół św. Marcina i przy nim Klasztor Sióstr Franciszkanek – wtedy, pomieszczenie, które dzisiaj jest refektarzem sióstr, miało wejście z zewnątrz i było własnością Instytutu, i przeznaczył to pomieszczenie, to były dwa pomieszczenia, większe i mniejsze, przeznaczył na tak zwaną Gospodę Głuchoniemych.

Można powiedzieć klub, świetlica, dom kultury – operując współczesnym słownictwem. Było to miejsce, w którym głusi mogli się spotykać, w którym mogli realizować potrzebę jakiegoś współżycia społecznego, bo przecież normalnie już żyli w diasporze, w swoich rodzinach. Kontaktów ze sobą prawie nie mieli. Spotykali się czasem w Instytucie przypadkowo, a oto teraz okazało się, że jest towarzystwo, że mogę się tam spotykać, że mogą tam organizować wspólne imprezy – i tak się działo.

Plansza. Napis: „Gospoda Głuchoniemych w Warszawie przy Piwnej 11, ok. 1905 r.”. Niżej widać logo Chrześcijańskiego Towarzystwa Głuchoniemych „Opatrzność”, bilet wejścia na Gospodę Głuchoniemych, oraz zdjęcie wielu osób siedzących przy stole i spożywających posiłek.
Gospoda Głuchoniemych w Warszawie przy Piwnej 11
Czarno-białe zdjęcie przedstawiające pustą, dużą salę, bez ludzi, z niewielką sceną oraz rzędem krzeseł postawionych pod ścianą. Na ścianie widać obrazy różnych postaci. Nad zdjęciem napis: „Gospoda Głuchoniemych w 1933 roku”.
Gospoda Głuchoniemych w 1933 roku

„Bal u głuchoniemych!”

Działo się nawet tak, że zaczęli organizować – głusi członkowie tego stowarzyszenia – zaczęli organizować bale! Nie dla głuchych. Bale dla osób z Warszawy! I to tak organizowano, tak przygotowywano, że być na balu u głuchoniemych to była jakaś nobilitacja. Kosztowne może to i było, bo chodziło o fundusze, o zebranie jakichś środków na działalność, na pomoc dla biedniejszych, ale ludzie przychodzili. W gazetach co roku ogłaszano „bal u głuchoniemych, proszę bardzo”, i ludzie przychodzili. Wykupywali bilety. Przeważnie były to osoby z tak zwanego wówczas „towarzystwa”.

Józef Sułowski

Prezesem tego Towarzystwa z urzędu był dyrektor Instytutu, ale wiceprezesem była osoba głucha. Pierwszym z nich był Sułowski. Józef Sułowski, głuchy dynastyczny, którego kolejne pokolenia też były głuche i on był tym prezesem przez pewien czas. Później, jak dyrektorzy się zmieniali, to zmieniali się również i prezesi Towarzystwa. Kiedy od początku XX wieku Instytut przeszedł pod zarząd Rosjan, dyrektorzy byli Rosjanami, to byli oni również prezesami Stowarzyszenia, ale wtedy to Stowarzyszenie działało znacznie mniej aktywnie, znacznie słabiej. Natomiast Gospoda Głuchoniemych cały czas funkcjonowała.

Plansza. Na górze napis: „Zarząd Towarzystwa »Opatrzność« w końcu XIX wieku”. Niżej czarno-białe zdjęcie przedstawiające 10 osób. Pod zdjęciem napis: „Trzeci od lewej siedzi Józef Sułowski, współzałożyciel stowarzyszenia”.
„Zarząd Towarzystwa »Opatrzność« w końcu XIX wieku”

Zdjęcie członków Towarzystwa Głuchoniemych

Zachowało się kapitalne zdjęcie, tablo. Zdjęcie wszystkich członków Towarzystwa na przełomie XIX i XX wieku, około 1900 roku. Zdjęcie, na którym widać właściwie wszystkich tego dnia obecnych członków Towarzystwa. Strasznie dużo, ponad 100 osób tu widać. Prezentuję państwu to zdjęcie. Jak wtedy potrafiono robić zdjęcie tak ogromnej grupy ludzi, to dzisiaj może nas zachwycać.

Towarzystwo „Opatrzność” na przełomie 19 i 20 wieku. Czarno-białe zdjęcie z wszystkimi, obecnymi tego dnia, członkami Towarzystwa. W sumie na zdjęciu widać ok. 100 osób.
Towarzystwo „Opatrzność” na przełomie 19 i 20 wieku

Wielkość stowarzyszeń

To było duże Stowarzyszenie. Liczyło sobie ponad 300 członków na początku XX wieku, a drugim takim dużym stowarzyszeniem była lwowska „Nadzieja”, gdzie liczba członków wynosiła sto kilkadziesiąt ileś tam osób, więc też to było duże Stowarzyszenie. Tych stowarzyszeń potem zaczęło powstawać więcej, z tym że właściwie nigdy nie były to duże stowarzyszenia.

Chrześcijańskie Towarzystwo Głuchoniemych „Opatrzność”, Towarzystwo Głuchoniemych Żydów w Warszawie

Także i Stowarzyszenie warszawskie, które w 1919 roku, po odzyskaniu niepodległości, zmieniło nazwę na Chrześcijańskie Towarzystwo Głuchoniemych „Opatrzność” – taka była jego wtedy nazwa, to również na swoje 50-lecie, widząc, co się dzieje we Lwowie na przykład, również przygotowali takie jubileuszowe wydawnictwo, w którym na kilkudziesięciu stronach również przedstawili swoją historię, swoje osiągnięcia. A co najważniejsze – pełną listę członków od powstania Towarzystwa. Po 50 latach tych członków – łącznie oczywiście ze zmarłymi – zebrało się równo 900. To była bardzo duża liczba, wręcz niespotykana. Towarzystwo się otworzyło. W późniejszych latach, w II Rzeczypospolitej, już nie było tylko Stowarzyszeniem absolwentów, ale każdy głuchy mógł do niego wstąpić. Z tym że wtedy już właśnie zaczęły się te konflikty wyznaniowe i Stowarzyszenie ograniczyło się do chrześcijan. Wtedy powstało również drugie – Towarzystwo Głuchoniemych Żydów w Warszawie.

Okładka książki: „1883-1933 pięćdziesięciolecie Chrześcijańskiego Towarzystwa Głuchoniemych »Opatrzność«, Warszawa, 1934. Nakładem Komitetu Jubileuszowego 50-lecia Chrześcijańskiego Towarzystwa Głuchoniemych „Opatrzność””. Po prawej pierwsza strona książki z rysunkami alfabetu palcowego głuchoniemych.
50-lecia Chrześcijańskiego Towarzystwa Głuchoniemych „Opatrzność”
Zdjęcie ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Widać na nim grupę kilkudziesięciu osób, siedzących i stojących wokół stołu, i patrzących w stronę aparatu fotograficznego. Opis zdjęcia z NAC: Chrześcijańskie Towarzystwo Głuchoniemych „Opatrzność”. Uczestnicy zjazdu. Widoczny m.in.: prezes Chrześcijańskiego Towarzystwa Głuchoniemych „Opatrzność” Józef Jerzy Rogowski.
Chrześcijańskie Towarzystwo Głuchoniemych „Opatrzność”

Z okazji tego 50-lecia, tego jubileuszu, również została wykonana marmurowa tablica poświęcona właśnie temu jubileuszowi, fantastycznego jubileuszowi Stowarzyszenia „Opatrzność”. Ta tablica została wmurowana w Gospodzie Głuchoniemych na ścianie i przetrwała tam do II wojny światowej. Niestety, zniszczenia wojenne były takie, że to pomieszczenie zostało zrujnowane i wszystko, co tam było, przepadło wtedy. Także niestety, ale nie zachowało się – a było tam dużo ciekawych rzeczy. Poza tą tablicą były liczne portrety założycieli, pierwszych władz związku.

Plansza ze zdjęciami i opisem do zdjęć: Wydawnictwo na 50-lecie Towarzystwa „Opatrzność”, tablica pamiątkowa wmurowana w „Gospodzie”, logo Towarzystwa oraz legitymacja członkowska.
Towarzystwo „Opatrzność”

Na zdjęciu z 1934 roku widzimy nie tylko tych siedzących przedstawicieli zarządu, ale również widzimy na ścianach portrety, przy czym na pierwszym miejscu, największym portretem, najważniejszym, jest duży portret dyrektora Papłońskiego, który był właściwie inicjatorem i twórcą tego Stowarzyszenia. Powstawały kolejne.

Plansza ze zdjęciem i opisem. Opis: Zarząd Towarzystwa „Opatrzność” w Warszawie, ok. 1934 rok”. Na zdjęciu 10 osób siedzących przy długim stole. Na ścianie w tle wiszą obrazy z różnymi osobami, kwiaty, dyplomy.
Zarząd Towarzystwa „Opatrzność” w Warszawie

Towarzystwo dla Zdrowia Głuchoniemych

Powstawały kolejne, zaraz po warszawskim w Grudziądzu – Towarzystwo dla Zdrowia Głuchoniemych – tak się na początku nazywało, potem zmieniło nazwę. Było niedużym Stowarzyszeniem, liczącym kilkadziesiąt osób, ale czymś się wyróżniło: kiedy po II wojnie światowej – na chwilę wybiegnę w przyszłość – wszystkie stowarzyszenia zostały w pewnym sensie zmuszone do tego, żeby połączyć się w jeden Polski Związek Głuchoniemych i Ich Przyjaciół, to dwa stowarzyszenia się z tego wyłamały: Krakowskie Towarzystwo Głuchoniemych „Jedność” i Grudziądzkie Katolickie Towarzystwo Głuchoniemych, które jako ostatnie ze wszystkich dopiero w 1954 roku poddało się i wstąpiło do Polskiego Związku Głuchych. Krakowskie wytrzymało do 1951 roku. Pozostałe: 1946-1947.

Także Towarzystwo w Grudziądzu powstało w 1889 roku. Było to trzecie stowarzyszenie.

Katolickie Stowarzyszenie Głuchoniemych im. Świętego Józefa oraz nabożeństwa dla głuchych tłumaczone na język migowy

Czwarte było Stowarzyszenie, które powstało w Katowicach Katolickie Stowarzyszenie Głuchoniemych im. Świętego Józefa. Co ciekawe, było otwarte zarówno dla polskich, jak i dla niemieckich głuchych. Tamto Stowarzyszenie katowickie charakteryzowało się tym, że właściwie inspirował je i kierował nim kościół. I to się w jakiś sposób przełożyło na to, że ci polscy i niemieccy głusi funkcjonowali dość dobrze ze sobą, i także na to, że tam organizowane zostały – właściwie po raz pierwszy na polskich ziemiach – nabożeństwa dla głuchych tłumaczone na język migowy. To się tam zaczęło w 1909 roku. Trzeba uczciwie powiedzieć, że wcześniej już, bo w latach 80. XIX wieku w Warszawie, w kościele Świętego Aleksandra, nabożeństwa dla głuchych uczniów Instytutu były prowadzone przez księdza Teofila Jagodzińskiego, który blisko 50 lat pracował z głuchymi. Ale na te nabożeństwa przychodzili także głusi z Warszawy, przede wszystkim absolwenci Instytutu, ale nie tylko. Także można powiedzieć, że Warszawa była pod tym względem pierwsza, ale w Katowicach zrobiono to systemowo od 1909 roku.

Chrześcijańskie Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Głuchoniemych

Następnie Stowarzyszenie: Chrześcijańskie Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Głuchoniemych – taką przyjęło nazwę – w Łodzi. Powstało w roku 1909, więc jeszcze też w czasach zaborów. Później przekształciło się trochę, już w II Rzeczypospolitej, zmieniło nazwę, ale pierwsza jej działalność to właśnie była jeszcze w okresie zaborów.

Stowarzyszenie Głuchoniemych Żydów m.st. Warszawy „Spójnia”

Kiedy w Warszawie zaczęły się, a właściwie wciąż funkcjonowały te konflikty na tle wyznaniowym, w 1916 roku głusi Żydzi założyli własne Stowarzyszenie: Stowarzyszenie Głuchoniemych Żydów m.st. Warszawy „Spójnia” – tak się nazywało. I to już był rok 1916.

I to były wszystkie stowarzyszenia, które powstały w okresie zaborów, więc nie było ich dużo, ale już był to zaczątek tego ruchu społecznego, który w II Rzeczypospolitej, po odzyskaniu państwowości, rozwinął się pięknie.

Polskie Towarzystwo Głuchoniemych w Królewskiej Hucie

I tak zaczęły powstawać następne stowarzyszenia: Polskie Towarzystwo Głuchoniemych w Królewskiej Hucie. Dzisiaj już nie wiemy, co to jest Królewska Huta – dzisiaj jest to dzielnica Chorzowa, kiedyś to było samodzielne miasto. W 1918 roku – ale już to było polskie, i to nawet jest w nazwie: Polskie Towarzystwo Głuchoniemych, więc jakby się tutaj zarzekano: „Niemców nie przyjmujemy”, ani też oczywiście Żydów.

Polsko-Katolickie Towarzystwo Głuchoniemych w Poznaniu

W Poznaniu – w Poznaniu pierwsze zaczątki powstały w 1913 roku, to było takie nieformalne stowarzyszenie, bo nie mogło być formalne wtedy, ale spotykali się ci sami, właściwie, którzy potem w 1919 roku założyli formalnie Polsko-Katolickie Towarzystwo Głuchoniemych. Też właściwie to polsko-katolickie było tutaj podkreślone, ponieważ jednym z inicjatorów był ówczesny dyrektor Zakładu dla głuchoniemych w Poznaniu, ksiądz Bolesław Sułek, a więc oczywiście to katolickość i polskość musiała być wtedy podkreślona. Polskość występuje w wielu tych stowarzyszeniach późniejszych, żeby jakby pokazać, że oto cieszymy się niepodległością, że jesteśmy Polską! No a ta katolickość wynika z tego, że jednak kościół bardzo się przysłużył temu, że te stowarzyszenia w niektórych miejscowościach powstawały.

Polsko-Katolickie Towarzystwo Głuchoniemych w Bydgoszczy

Następne Stowarzyszenie, rok później, czyli w 1920 w Bydgoszczy, także Polsko-Katolickie Towarzystwo Głuchoniemych. Łącznie do wybuchu II wojny światowej powstało tych stowarzyszeń 18.

Czarno-biała fotografia z księdzem Bolesławem Sułkiem. Opis z NAC: Bolesław Sulek, ksiądz, dyrektor Zakładu dla Głuchoniemych w Poznaniu. Fotografia portretowa.
Ksiądz Bolesław Sułek

Działania ogólnokrajowe, czyli Polski Związek Towarzystw Głuchoniemych…

To było bardzo oczywiście dobre, że ten ruch społeczny się rozwijał, ale nie było tutaj przełożenia na działalność na rzecz głuchych w skali krajowej, żeby coś załatwić prawnie, żeby jakieś sprawy dla głuchych mogły być załatwione odgórnie. Potrzebne było coś scentralizowanego, coś, co mogło reprezentować te wszystkie stowarzyszenia. I w związku z tym dojrzeli przywódcy tego ruchu społecznego z różnych stowarzyszeń, że trzeba coś zrobić, powołać „coś”. Tym czymś okazał się Polski Związek Towarzystw Głuchoniemych.

Na Sylwestra w 1923 roku, zaproszono do Warszawy, do Gospody Głuchoniemych oczywiście, zaproszono przywódców z różnych stowarzyszeń, właściwie więcej niż przywódców, bo członków zarządu – przyjechało ich sporo dosyć – i na tym spotkaniu podjęto uchwałę, „powołujemy taki związek!”. Trwało to troszkę. Nie „związek”! „Związek Stowarzyszeń”! To instytucja, która sama w sobie nie działa na rzecz poszczególnych głuchych, ale działa na rzecz całości, wszystkich głuchych w Polsce. A co udało się załatwić, to o tym za chwilę powiem.

Ale mamy rok 1925. Polski Związek Towarzystw Głuchoniemych zostaje zarejestrowany, mieści się w Warszawie jego siedziba, i zaczyna działalność.

…oraz Związek Żydowskich Głuchoniemych Rzeczypospolitej Polskiej

Oczywiście już na tym pierwszym zjeździe postanowiono, że to będzie stowarzyszenie katolickie, że ten związek nie będzie żydowskich stowarzyszeń przyjmował, a już było kilka tych żydowskich stowarzyszeń, więc w związku z tym po kilku latach w Krakowie powstał Związek Żydowskich Głuchoniemych Rzeczypospolitej Polskiej. To był 1929 rok i 5 stowarzyszeń było tam zrzeszonych.

Głuchy czeladnik

No ale wrócimy do naszego Polskiego Związku Towarzystw Głuchoniemych, który był w Warszawie i któremu udało się przeprowadzić kilka ciekawych inicjatyw. Po pierwsze, bardzo ważna sprawa: głusi nie mieli możliwości uzyskiwania tytułów czeladnika. Kształcenie kończyło się na szkole podstawowej, potem na ogół trafiali głusi absolwenci szkół dla głuchych do terminu u różnych prywatnych majstrów. Normalnie terminator uczył się zawodu, po kilku latach mógł zdać egzamin czeladniczy. Głusi nie mogli. Przepisy na to nie zezwalały. Polski Związek Towarzystw Głuchoniemych wystąpił o załatwienie tej sprawy i udało się. W 1930 roku głusi uzyskali formalne prawo zdawaniu egzaminów czeladniczych i uzyskiwania tytułu czeladnika. Już w tym pierwszym roku i w następnym, kilkanaście osób – w Poznaniu najpierw, w Warszawie potem – zdobyli tytuły czeladników w różnych zawodach, ale właśnie już mieli tę możliwość.

Zdjęcie z Narodowego Archiwum Cyfrowego, na którym widać grupę mężczyzn przed budynkiem, którzy ukończyli kurs doszkalający dla głuchoniemych czeladników w Poznaniu.
Kurs dokształcający dla głuchoniemych czeladników w Poznaniu

„Głuchoniemi w Rzeczypospolitej Polskiej”

Postanowiono także, że bardzo ważną sprawą jest informowanie społeczeństwa o sytuacji głuchoniemych w Polsce, i powstała wtedy książeczka „Głuchoniemi w Rzeczypospolitej Polskiej”, napisana przez głuchego Kazimierza Włostowskiego – o którym jeszcze powiem – i sekretarza Polskiego Związku Towarzystw Głuchoniemych Rysińskiego, który był nauczycielem w Instytucie Głuchoniemych w Polsce. Książeczka została wydana po polsku, ale ze streszczeniem obszernym w języku francuskim, bo chodziło o to, żeby informować nie tylko Polskę, ale i cały świat. Książeczka nie była gruba, miała – zaraz zobaczymy ile stron – 30 stron, a w środku wszystko: ogólny stan głuchoniemych w Polsce; wychowanie i oświata głuchoniemych; praca zawodowa głuchoniemych; sport głuchoniemych; organizacja głuchoniemych. I dużo danych statystycznych.

Zachowanie się tej książeczki, to, że ją mamy, to ogromny przyczynek do wiedzy historycznej o tym, co się działo z głuchymi w Polsce na przestrzeni dziesięcioleci, do 1930 roku. Kapitalna publikacja.

Plansza ze stroną tytułową publikacji „Głuchoniemi w Rzeczypospolitej Polskiej”, w językach polskim oraz francuskim. Obok, na planszy, opis: Wydawnictwo PZTG „Głuchoniemi w Rzeczypospolitej Polskiej” z 1930 r. opracowane przez Kazimierza Włostowskiego i Stanisława Rysińskiego.
„Głuchoniemi w Rzeczypospolitej Polskiej”

„Kalendarz-Informator Głuchoniemych”

Następna, też bardzo ciekawa. W 1933 roku ukazał się taki ładny, oprawiony „Kalendarz-Informator Głuchoniemych”. Na dwa lata, na rok 1933 i 1934. Obiecywano sobie, że co 2 lata będzie taki kalendarz wydawany. Niestety, tylko na jednym się skończyło, bo to jednak są poważne koszty – to było oprawione w płótno, sztywne, zawierało oczywiście kalendarium, jak najbardziej, ale zawierało również ogromnie dużo informacji dotyczących tego, co działo się z głuchymi, ale nie tylko z głuchymi.

Spis treści: kalendarium na 1933, na 1934; święta greckokatolickie; wiadomości o Polsce; ustrój; pierwszy zwierzchnik państwa; prezydenci Rzeczypospolitej; sejm i senat; wiadomości historyczne o Polsce – a więc widzimy, że tutaj chodziło o to, żeby głuchym dać informację! Maksymalnie dużo o Polsce, o historii Polski, o jej teraźniejszości. Czyli, że był to jakby podręcznik wiedzy o społeczeństwie.

Potem o głuchych: szkolnictwo dla głuchych; zakłady dla głuchoniemych; kształcenie nauczycieli; organizacje nauczycielskie; praca zawodowa; organizacje; sport; głuchoniemi wobec prawa – też bardzo istotne, żeby wiedzieli, na co mogą liczyć, jeżeli w jakiś konflikt z prawem popadną; adresy organizacji głuchoniemych – nie tylko adresy, ale także i historia każdej organizacji z tych kilkunastu, które istniały w II Rzeczypospolitej, a więc to naprawdę była kapitalna wiedza. Nawet znaki rejestracyjne samochodów i taryfa pocztowa, bo wtedy już samochody były i poczta też, jak dobrze o tym wiemy.

Po lewej okładka z tytułem: „Kalendarz-Informator Głuchoniemych. 1933-34”. Po prawej dwie pierwsze strony kalendarza, z napisami: „Opracował Komitet Wydawniczy: J. Sapiejewski, K. Włostowski, St. Rysiński, H. Łabęcki i W. Dobrowolski. Nakładem Polskiego Związku Towarzystw Głuchoniemych. warszawa 1939”.
Kalendarz-Informator Głuchoniemych
Plansza z różnymi kartkami z kalendarza-informatora głuchoniemych. Po lewej napis: „W 1933 r. PZTG wydał »Kalendarz-Informator Głuchoniemych«, bardzo starannie opracowane wydawnictwo”.
Kalendarz-Informator Głuchoniemych

Rozwiązanie Polskiego Związku Towarzystw Głuchoniemych

Także, proszę Państwa, Polski Związek Towarzystw Głuchoniemych, mimo że istniał tylko 12 lat – bo w 1937 roku, niestety, ale uległ rozwiązaniu. Dlaczego? Nie miał środków na funkcjonowanie. To spowodowało, że niestety ta organizacja przestała istnieć, mimo że zrobiła wiele dobrego dla głuchych.

Towarzystwo Opieki Nad Głuchoniemymi w Polsce

Natura nie znosi próżni. Rok później powstało Towarzystwo Opieki Nad Głuchoniemymi w Polsce, w 1938 roku. Założyli go słyszący, założyli go słyszący filantropi, ale też i tacy, którzy współpracowali z głuchymi wcześniej, wśród nich był Stefan Łopatto, pochodzący z rodziny głuchych, który był wtedy naczelnikiem wydziału w Ministerstwie Opieki Społecznej, a wkrótce potem został dyrektorem Instytutu Głuchoniemych. Edward Zawadzki, który był aktualnym dyrektorem Instytutu. Ludzie, którzy rozumieli sytuację, że trzeba głuchym w jakiś sposób pomagać, a to Stowarzyszenie, ten Związek Stowarzyszeń przestał istnieć. Także prof. Aleksander Manczarski, nauczyciel Instytutu Głuchoniemych, który pozostawił po sobie wiele ciekawych pozycji publicystycznych.

To Stowarzyszenie… cóż, 1938 rok. Mam przed sobą „Sprawozdanie z działalności”, do 31 marca 1939 roku, i właściwie na tym się kończy. No bo przecież wojna. Ale wrócimy jeszcze troszkę do wcześniejszych lat.

Okładka książki: Sprawozdanie z działalności Towarzystwa Opieki Nad Głuchoniemymi w Polsce, za okres od powstania Towarzystwa do dn. 31 marca 1939 r. Warszawa. 1939.
Sprawozdanie z działalności Towarzystwa Opieki Nad Głuchoniemymi w Polsce

Warszawski Klub Sportowy Głuchoniemych

Parę słów o sporcie. W 1922 roku powstał Warszawski Klub Sportowy Głuchoniemych. To był pierwszy… To był pierwszy klub sportowy głuchoniemych w Polsce, w 1922 roku. Nagrywamy to w roku 2022. Stulecie! Jakoś cicho to przechodzi. Nie słyszę, żeby się coś działo ważnego. Może rzeczywiście, może ja o tym nie wiem.

Ale w każdym razie, wtedy powstał pierwszy klub sportowy, jego założycielem między innymi był Kazimierz Włostowski, wybitny sportowiec, medalista Igrzysk Olimpijskich dla Głuchych, złoty medalista na 100 metrów, również medalista w sztafecie, ale przede wszystkim znakomity organizator. Przez wiele lat był we władzach Międzynarodowego Komitetu Sportów Niesłyszących, był również przez pewien okres prezesem Polskiego Związku Głuchoniemych i Ich Przyjaciół, pierwszym prezesem w 1946 roku, ale kiedy wyszła na jaw jego działalność w Armii Krajowej podczas II wojny światowej, no to niestety musiał zrezygnować ze stanowiska. Także różnie to bywało. Kluby sportowe.

Lwowski Klub Sportowy Głuchoniemych „Świt”

Jako drugi powstał lwowski klub sportowy – Lwowski Klub Sportowy Głuchoniemych „Świt”. I ten klub, który powstał jako drugi, z tym pierwszym, warszawskim, rozgrywali dwa razy w roku mecze piłki nożnej – raz we Lwowie, raz w Warszawie.

Kolejne kluby sportowe głuchoniemych

Również powstał potem Poznański Klub Sportowy Głuchoniemych, też jeszcze w 1925 roku i potem się włączył też do tych rozgrywek. W 1925 również powstał Żydowski Klub Sportowy Głuchoniemych w Warszawie; w Łodzi w 1927; w Krakowie też w 1927; w Bydgoszczy w 1927. Łącznie 9 klubów powstało do wybuchu II wojny światowej, a wreszcie, w 1927 roku powstał Polski Związek Sportowy Głuchoniemych. On musiał powstać.

Polski Związek Sportowy Głuchoniemych

Przepisy Międzynarodowego Komitetu Sportów Niesłyszących (czy Głuchoniemych), przewidywały, że tylko związki sportowe, krajowe, o zasięgu krajowym, mogą wystawiać reprezentacje. W 1924 roku dopuszczono Polaków do tej imprezy, jak gdyby warunkowo, ale w 1928 już by tego nie mogło być, więc Związek musiał powstać.

Ale bardzo dobrze się stało, że powstał, ponieważ dzięki temu nie tylko mógł uczestniczyć w międzynarodowych zawodach różnego rodzaju, ale również mógł otrzymywać dotację. Wyobraźcie sobie, Państwo, że stowarzyszenia o charakterze socjalnym, takim jak były stowarzyszenia głuchoniemych, których głównym celem było wspomaganie biedniejszych, nie mogły otrzymywać dotacji od państwa. A stowarzyszenia sportowe – tak. I w związku z tym Polski Związek Sportowy Głuchoniemych był dotowany, należał do Związku Polskich Związków Sportowych, do Polskiego Komitetu Olimpijskiego, do Międzynarodowego Związku Sportowego Głuchoniemych – właśnie tego, o którym wspominałem. Ale, ponieważ posiadał środki, a Polski Związek Towarzystw Głuchoniemych nie miał tych środków finansowych, zajmował się także działalnością i socjalno-bytową, ale i działalnością wydawniczą. Nie tylko wspomagał wydanie tych wydawnictw, o których mówiłem – „Kalendarz-Informator” i „Głuchoniemi w Rzeczypospolitej Polskiej”, ale również zaczął wydawać miesięcznik „Świat Głuchoniemych”.

Plansza z napisem: „Polski Związek Sportowy Głuchoniemych. Powstał w 1927 r. z siedzibą w Warszawie. W 1938 r. zrzeszał 362 członków w 9 klubach. Należał do Związku Polskich Związków Sportowych, Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Międzynarodowego Związku Sportowego Głuchoniemych (CISS). Poza działalnością sportową Związek zajmował się także sprawami bytowymi członków oraz prowadził działalność wydawniczą”.
Polski Związek Sportowy Głuchoniemych

„Świat Głuchoniemych”

„Świat Głuchoniemych” był niby czasopismem sportowym, właściwie nie niby, oczywiście był czasopismem sportowym – wszystkie wyniki, wszystkie zawody tam były, ale oprócz tego promował wiedzę ogólną, informował o różnych wydarzeniach, jubileuszach, sprawach znaczących dla Polski, dla Polskich głuchych. Ukazywał się przez kilka lat, było to znakomite czasopismo z tego właśnie okresu, które dotyczyło głuchych. Widzimy na obrazku: na pierwszej stronie mamy, proszę bardzo, Juliusz Słowacki – wybitnym sportowcem on raczej nie był, ale, proszę bardzo, jest na pierwszej stronie jego portret, jest „Hołd” jego działaniom jako wieszcza. Przyszła II wojna światowa.

Plansza z okładką czasopisma „Świat Głuchoniemych” z lipca 1927 roku. Na okładce m.in. zdjęcie Juliusza Słowackiego i artykuł pt. „Hołd”. Na dole planszy napis: „Organ Polskiego Związku Sportowego Głuchoniemych wychodził w latach 1927-1930”. Po prawej logo PZSG 1927 z biało-czerwonym z herbem.
„Świat Głuchoniemych” z lipca 1927 roku
„Świat Głuchoniemych. Miesięcznik społeczno-sportowy, organ Polskiego Związku Sportowego Głuchoniemych”. Styczeń-luty 1929. Na okładce czasopisma m.in. zdjęcie i podpis: „ś.p. Władysław Jarecki”.
„Świat Głuchoniemych”
„Świat Głuchoniemych. Miesięcznik społeczno-sportowy, organ Polskiego Związku Sportowego Głuchoniemych”. Wrzesień-grudzień 1929. Na okładce czasopisma duży napis: „Ostatni numer”.
„Świat Głuchoniemych”
„Świat Głuchoniemych. Miesięcznik społeczno-sportowy, organ Polskiego Związku Sportowego Głuchoniemych”. Maj-czerwiec 1929.
„Świat Głuchoniemych”
„Świat Głuchoniemych. Miesięcznik społeczno-sportowy, organ Polskiego Związku Sportowego Głuchoniemych”. Lipiec-Sierpień 1929. Tytuł głównego artykułu: „Głuchoniemi na P. W. K.”.
„Świat Głuchoniemych”

II wojna światowa

Przyszła II wojna światowa i cóż się okazało? Właściwie to stowarzyszenia były zmuszone do zaprzestania swojej działalności, ale coś się działo! Wielu głuchych uczestniczyło w działaniach wojennych. No może nie tak wielu, może gdyby tak wszystkim zebrać, to około setki by się znalazło, ale jednak tak. I w Związku Walki Zbrojnej, i później w Armii Krajowej, a przede wszystkim w Powstaniu Warszawskim.

„Udział żołnierzy głuchych w Powstaniu Warszawskim”

Udział żołnierzy głuchych w Powstaniu Warszawskim został opisany przez Kazimierza Włostowskiego, którego już wspominałem, a który był zastępcą dowódcy plutonu głuchoniemych, który brał udział w Powstaniu. Została przygotowana publikacja, „Udział żołnierzy głuchych w Powstaniu Warszawskim”, napisana odręcznie. Napisana odręcznie i skserowana, bo inaczej tego nie można było zrobić. Wszyscy uczestnicy tam są opisani, ale również opisane jest to, co było ich dziełem. Co robili w czasie Powstania Warszawskiego.

Po lewej stronie okładka książki zatytułowanej: „Udział Żołnierzy Głuchych w Powstaniu Warszawskim”. Po prawej odręczny wpis: „W trzydziestolecie rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem dla upamiętnienia naszego czynu zbrojnego w Powstaniu Warszawskim 1 sierpnia – października 1944 przekazujemy ten album Zarządowi Głównemu Polskiego Związku Głuchych. Byli głusi żołnierze 3 plutonu ppor. „Mundka”, 3 kompanii kpt. „Redy”, baonu mjr. „Miłosza”, zgrupowania płk. „Bogumiła” z 72 p.p. 28 dyw. A.K.”. Niżej 15 podpisów.
„Udział Żołnierzy Głuchych w Powstaniu Warszawskim”

Reaktywacja stowarzyszeń po wojnie

Wojna się skończyła i stowarzyszenia zaczęły reaktywować swoją działalność. No ale wówczas władze polskie nie były skłonne zgadzać się na to, żeby działały stowarzyszenia gdzieś tam w różnych miejscowościach, bo mogło to być… no okazją do podważania ustroju, który wówczas był w Polsce czymś nowym i niekoniecznie mile widzianym. W związku z tym władze państwowe narzuciły konieczność stworzenia jednej organizacji głuchych w Polsce, nad którą będą mogły mieć kontrolę. No i tak się niestety stało.

Polski Związek Głuchoniemych i Ich Przyjaciół

W 1946 roku odbył się w Łodzi – bo w Warszawie nie było wtedy specjalnie gdzie – odbył się zjazd założycielski. Kilkanaście stowarzyszeń zjednoczyło się w Polski Związek Głuchoniemych i Ich Przyjaciół. Nie wszystkie. Jak wiemy, o czym mówiłem, dwa stowarzyszenia: krakowskie i grudziądzkie, bardzo długo się opierały, przez kilka lat, no ale Związek powstał. Pierwszym prezesem został Kazimierz Włostowski i Związek zaczął działać.

Plansza. Po lewej na górze dawne logo PZG. Pozostała część planszy napis: „Po 2 wojnie światowej reaktywujące się stowarzyszenia głuchoniemych na polecenie ówczesnych władz zjednoczyły się w 1946 r. w Polskim Związku Głuchoniemych i Ich Przyjaciół. W 1955 r. Stowarzyszenie zmieniło nazwę na Polski Związek Głuchych”.
Reaktywacja stowarzyszeń głuchych

Sport głuchych po wojnie

A sport? Co ze sportem? Polski Związek Sportowy Głuchoniemych reaktywował swoją działalność, oczywiście, zaraz po wojnie, w 1947 roku – może nie tak zaraz, minęły 2 lata, ale reaktywował. Mimo że to była organizacje ogólnopolska, no to władze niechętnie patrzyły na to, że są dwie organizacje głuchoniemych. Władza wymusiła, że w 1952 roku Polski Związek Sportowy Głuchoniemych przestał istnieć, włączył się w działalność Polskiego Związku Głuchoniemych i Ich Przyjaciół, bo wówczas tak się jeszcze Związek nazywał. Zmienił nazwę na Polski Związek Głuchych w roku 1955, więc 3 lata później.

W 1952 Polski Związek Sportowy Głuchoniemych przestał istnieć. No, może nie przestał, bo przecież w ramach Polskiego Związku Głuchych działał, nasi sportowcy jeździli na Igrzyska, zdobywali medale. Całkiem nieźle. Byliśmy kiedyś niezwykłą klasą w pływaniu, w koszykówce, w lekkiej atletyce. No ale kiedy nastąpiły oczekiwane długo zmiany ustrojowe, to w 1991 roku, Polski Związek Sportowy Głuchych został reaktywowany.

Czasy współczesne

I tak, proszę Państwa, zbliżamy się do końca tej historii. Polski Związek Głuchych działa od 1946 roku, działa do dzisiaj. Ma na swoim koncie osiągnięcia, ale dla mnie już to przestaje być historią, bo ja sam jestem świadkiem tej historii. Zresztą działałem także w Polskim Związku Głuchych przez pewien czas, był członkiem władz Związku, wiceprezesem Związku przez kilka kadencji, ale już w tej chwili nie udzielam się w tym środowisku, już jestem na dawno zasłużonej emeryturze, więc opowiadam przede wszystkim o tym, czego byłem świadkiem albo o czym wiem z danych historycznych, które udało mi się przez te wszystkie lata zgromadzić.

Dziękuję Państwu za uwagę.

Materiały wykorzystane w filmie oraz w artykule:

Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021-2030

Skip to content