Wydarzenia

DYSKRYMINACJA OSÓB GŁUCHYCH – ROZMOWA Z PANIĄ JUSTYNĄ MICHALISZYN

Rozmowa z Panią Justyna Michaliszyn, która zdecydowała się pozwać Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niesłyszących w Poznaniu. Powodem pozwu jest audyzm, czy dyskryminowanie osób głuchych przez osoby słyszące.

Maciej: Dzień dobry.

Justyna: Dzień dobry.

Rozmawiam dziś z Panią Justyną Michaliszyn. Jaki jest Pani znak migowy?

Mój znak migowy to (pokazuje znak).

Na początku chciałbym podziękować, że zgodziła się Pani na spotkanie. Porozmawiamy o całej tej smutnej sytuacje — za chwilkę Pani nam o niej opowie. Na pewno część z Was zna tę historię, a część nie zna, dlatego teraz porozmawiamy. Z jakim problemem Pani się spotkała?

Problem jest taki, że moje głuche dzieci mają problem z komunikacją z nauczycielami w Ośrodku (chodzi o Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niesłyszących w Poznaniu). Moje dzieci posługują tylko Polskim Językiem Migowym (PJM), ale Ośrodek odmawia używania PJM przez nauczycieli, posługują tylko Systemem Językowo-Migowym (SJM). Są tacy nauczyciele, którzy w ogóle nie migają, tylko mówią. Byłam wielokrotnie u dyrektorki poprosić o rozwiązanie problemów, ale dyrektorka cały czas odmawiała. I to jest właśnie problem.

Smutna sprawa – dzieci nie mogą się uczyć swobodnie w swoim języku. Co Pani zamierza zrobić z tą sprawą?

Chcę, żeby sprawa była otwarta. Chcę, żeby (szkoła) zapewniła dzieciom naukę w języku, który potrzebują. I nie chodzi tylko o moje dzieci, ale również o dzieci innych głuchych, które potrzebują PJM. Uważam, że dzieci pozbawione PJM są „więźniami językowymi”. Uważam, że dziecko ma prawo do nauki w PJM. Dlatego chcę o to walczyć.

Razem z mężem chcecie Państwo złożyć pozew do sądu o audyzm. Czy taki był plan, czy raczej czują się Państwo zmuszeni to zrobić ze względu na dzieci?

Naprawdę chcę złożyć pozew do sądu o audyzm. Dlaczego? Bo to trwa zbyt długo, od lat. Dzieci potrzebują uczyć się w swoim język, a Ośrodek odmawia. Dzieci męczą się, mają utrudniony kontakt z nauczycielami, słabo się rozwijają. Tak dłużej być nie może. Nie mogę tego tak zostawić, muszę złożyć wniosek do sądu.

Czy Pani może podać przykład tych nieprzyjemnych sytuacji z udziałem dzieci, czy to w przedszkolu, czy w szkole?

Długa historia, ale postaram się opowiedzieć krótko. Problem zaczyna się gdzieś w roku 2012 czy 2013. Moja najstarsza córka wróciła ze szkoły i narzekała, że nie rozumiała, o co chodzi na lekcjach. Zapytała mnie wtedy, co to znaczy „para wodna” (pokazuje znak „para” w znaczeniu „dwie osoby”, „partner”). Zdziwiłam się, że nauczyciele tak uczą. Poprosiłam ją o zeszyt, otworzyłam i okazało się, że chodziło jej o „para wodna” (pokazuje znak „para” w PJM, oznaczający odparowywanie wody). Czy w Systemie Językowo-Migowym można dobrze uczyć? Nie!

Dlatego zgłosiłam to do dyrektorki i zwróciłam uwagę, że SJM na lekcjach jest problemem, bo nauczyciele wprowadzają dzieci w błąd. Dyrektorka nie była tym zainteresowana. To jest początek wielu problemów.

Kolejny przykład z synem w szkole. Jeden z nauczycieli nie wiedział, jak w języku migowym wyjaśnić mojemu synowi, co to jest słowo „oszukać”, więc wyjaśnił w skrócie, że to oznacza „kłamać”. Czy „oszukać” i „kłamać” to jest to samo? Nie. Dlatego ja, matka, musiałam wytłumaczyć, jaka jest różnica między tymi słowami. Dlaczego nauczyciel pracujący z dziećmi nie wiedział, jak wyjaśnić?

Jeszcze inna historia. Do przedszkola chodzi mój najmłodszy syn, ale tam też wychowawcy słabo migają. Komunikacja z dziećmi jest utrudniona. Wprowadzają dzieci w błąd. Były sytuacje, że dzieci zrozumiały, że nie wolno było czegoś robić, a okazało się, że to nie tak. Dlaczego? Główny powód to brak komunikacji z dziećmi, brak wspólnego języka. Takich przykrych sytuacji w szkole było jeszcze wiele.

Jak wyglądają Pani relacje z nauczycielami i dyrekcją szkoły?

Prawda jest taka, że z dyrekcją nie mam dobrych relacji, nie ma komunikacji między nami, bo dyrektorka szkoły miga SJM, muszę się do niego dostosować. Tylko to nie jest mój język, bo mój naturalny język to PJM. A dyrektorka ośrodka w ogóle nie miga. Dlatego mam barierę komunikacyjną z dyrektorami. Pewnego dnia zdecydowałam się na spotkanie z dyrektorką w obecności tłumacza PJM. Dyrektorka był zaskoczony obecnością tłumacza. Chciała go wyprosić z gabinetu. Nie pozwoliłam jej na to i powiedziałam, że mam prawo do tłumacza i chcę, żeby został. Była to nieprzyjemna sytuacja.

W trakcie tej rozmowy (dyrektorka) powiedział, że w naszej szkole dzieci muszą się uczyć mówić, a nie migać. Podał przykład: co by było, gdyby poszedł do sklepu poprosić o cokolwiek, ale jak poprosić, skoro nie może mówić? A ja odpowiadałam, że wystarczy napisać na kartce, co potrzebuje albo wskazać palcem. A on na to, że takie zachowanie to wstyd. Powinno się mówić albo poprosić o tłumacza w sklepie. Jak ja wtedy się czułam, gdy to powiedział? Okropnie. To dyskryminacja.

Okropna sprawa. Czy pani jest jedynym głuchym rodzicem, który ma problem w relacjach z dyrekcją? Czy inni głusi rodzice też mają ten sam problem? Jak oni reagują?

Wiem, że inni rodzice też mają problem. Mają taką samą sytuację, jak moja, ale nie chcą być w centrum uwagi, wolą się ukrywać. Poszli do dyrektorki, porozmawiali i nic więcej. Ja nie mogę ich zmuszać, to ich decyzja, ale wiem jedno, że mają takie same problemy, jak moje.

Przez problemy językowe dzieci cierpią w szkole, straciły ochotę, żeby wstać rano i pójść do szkoły. Czy myślała Pani wcześniej, żeby zmienić szkołę?

Tak, myślałam o zmianie szkoły. Byłam w poradni psychologiczno-pedagogicznej skonsultować się ze specjalistami o zmianie szkoły na integracyjną lub inną. Powiedzieli, że moje dzieci nie mogą iść do szkoły integracyjnej, bo są głuche, nie mówią, i szkoła nie byłaby w stanie zapewnić odpowiednich warunków. Jedyne wyjście to ośrodek szkolno-wychowawczy dla niesłyszących. Pomyślałam o innym mieście, wysłałam podanie o przyjęcie do ośrodka w innym mieście, ale tam nie było miejsca. Byłam bezradna. Nie ma innego wyjścia i dzieci muszą zostać w tej szkole.

Jak Pani i dzieci przeżywają całą tę nieprzyjemną sytuację?

Po tym wszystkim, co przeżywałam, jestem naprawdę zmęczona, przygnębiona. Brakuje mi wsparcia ze strony szkoły. Trudno mi opisać, co czuję. Jest to naprawdę okropne uczucie. Moje dzieci czują to samo, a nawet bardziej się męczą, no bo one chodzą do tej szkoły. Cierpią, potrzebują mojej pomocy i proszą o nią. Staram się pomóc, ale nie mogę, bo dyrekcja tak zdecydowała.

Pani, jako matka, pierwsza zareagowała na sytuację w szkole, wcześniej inni nie reagowali. Co może Pani poradzić rodzicom głuchych dzieci, aby im pomóc?

Myślę, że rodzice w sytuacji podobnej do mojej, też powinni reagować. Dlaczego? Bo tu chodzi o dobro dziecka. Myślę, że podobnie jak ja, powinni reagować.

Widzimy, że na Facebooku czy YouTube, bardzo dużo osób zrobiło vlogi w sprawie tej szkoły, gdzie opowiada, że przeżywało podobne sytuacje co Pani. Czy stowarzyszenia, instytucje wspierają Państwa w tej sprawie?

Prawda, vlogi pokazują, że dużo osób ma ten sam problem, co i ja. Dyrekcja (Ośrodka) twierdzi, że nie ma problemu, że tylko ja mam problem. Okazuje się, że inni też mają problemy z Ośrodkiem. Jeśli chodzi o pomoc, wspiera nas stowarzyszanie „Gest”. Jestem mu wdzięczna. Czuję ulgę, bo nie jestem sama. Wspierają mnie również znajomi, którzy są absolwentami tej szkoły. Naprawdę czuję ulgę.

Jak zareagowali nauczyciele, dyrekcja Ośrodka w Poznaniu, gdy dowiedzieli się, że planuje Pani złożyć do sądu pozew o audyzm?

Widziałam się z dyrektorką, sprawiała wrażenie, jakby był obojętna, a nauczyciele byli oburzeni, obrażeni. Nie odzywali się do mnie, nawet nie mówili „dzień dobry”. Ale nie wszyscy, zależy od nauczyciela. Wiedziałam, że taka będzie reakcja.

Jakie Pani jest marzenie o przyszłości dla dzieci głuchych?

Marzę, żeby w przyszłości była dobra edukacja dla dzieci głuchych, dostosowana do indywidualnych potrzeb i możliwość uczniów głuchych, w ich języku. Wiem, że prędko się to nie zmieni, ale mam nadzieję, że w przyszłości to nastąpi.

Czy w ośrodku są jacyś nauczyciele, którzy biegle posługuje PJM?

Tak, jest kilku nauczycieli, którzy biegle posługują się PJM. Na przykład nauczyciel, który uczy mojego syna języka polskiego. Dzięki temu, że nauczyciel uczy w PJM, efekt jest naprawdę mocno widoczny, wyniki bardzo się poprawiły. Wcześniej syn słabo się uczył, nie rozumiał języka polskiego. Miał problem z pisaniem SMS do mnie. Rozmawialiśmy z synem tylko przez wideo-rozmowę. A teraz się to zmieniło. Potrafi już napisać SMS. To jest efekt nauki w PJM przez nauczyciela. O to chodzi.

Podobna sytuacja jest z moją córką. Dawniej, kiedy moja córka chodziła do Ośrodka, uczyła się w SJM, mało z tego rozumiała. A gdy przeniosła się (do szkoły) na Łucką w Warszawie, była zachwycona, uczyła się w PJM, bardzo dużo czerpała wiedzy. Nauka była na wysokim poziomie właśnie dzięki PJM. PJM to bardzo potrzebny język. Myślę, że inne dzieci też potrzebują PJM, dlatego warto walczyć o prawo do nauki w PJM. Słyszący uczą się w swoim języku, głusi tez mają do tego prawo.

Opowiadała Pani o smutnych, nieprzyjemnych sytuacjach w Ośrodku. Jeśli ktoś z Was ma podobne przeżycia jak Pani, my jako Fundacja Świat Głuchych postaramy się pomóc. Dziękuję.

Dziękuję.